
…której nikt nie wyrzucił
Był taki moment, kiedy ktoś wyciągnął zza lusterka swojego samochodu małego papierowego motyla.
Nie wyrzucił go, bo.. po prostu był ciekawy.
Najpierw spojrzał…
Potem dotknął…
Potem rozłożył.
I wtedy dopiero zobaczył, że to nie ozdoba. To wizytówka.
Nie prostokąt, jak setki innych.
Mały kolorowy motyl, który wyglądał jak coś, czego nie przecież nie można wyrzucić.
I właśnie wtedy wydarzyło się coś, co w marketingu zdarza się rzadko – ktoś zapamiętał markę, zanim przeczytał jej nazwę.
Bo reklama nie musi krzyczeć
Czasem wystarczy, że zaciekawi.
Składane wizytówki „i ulotki w dowolnym kształcie”motylki” działają dokładnie na tej zasadzie. Nie próbują przekonać. One najpierw przyciągają uwagę, a dopiero potem opowiadają historię firmy.
To dlatego coraz więcej marek szuka dziś form innych niż standardowy druk reklamowy.
Bo klasyczna wizytówka informuje.
A takie motyle czy kwiaty – zostają w pamięci.
Trend, który nie jest przypadkiem
Motyle i kwiaty stały się viralowe nie dlatego, że są modne. Tylko stały się modne, bo działają.
Ludzie reagują na rzeczy nietypowe: na kształty, które nie wyglądają jak reklama. Na coś, co bardziej przypomina drobny przedmiot niż klasyczną ulotkę .
Dlatego składane wizytówki wycinane po obrysie coraz częściej pojawiają się w strategiach firm, które chcą być zapamiętane, a nie tylko zobaczone.
Mały format, duży efekt
„Ale przecież motyl nie pasuje do mojej firmy” – i dobrze! Bo kształt może być absolutnie dowolny.
Motyle i kwiaty są tylko przykładem trendu, a nie ograniczeniem. Grafika może nawiązywać do produktu, logo, symbolu branży albo nawet żartu związanego z marką.
Kształt może być dowolny. Projekt może być subtelny albo odważny.
Minimalistyczny albo dekoracyjny.
Bo najskuteczniejsza reklama to nie ta najgłośniejsza.
Tylko ta, którą ktoś chce wziąć do ręki.
I jeśli jest jedna rzecz, którą warto zapamiętać o wizytówkach przyszłości, to ta:
nie chodzi o to, żeby je rozdawać gdzie się da.
Chodzi o to, żeby ludzie nie chcieli ich wyrzucić.



Dodaj komentarz